Niesamowita historia...

Lubicie niesamowite historie?
To będzie jedna z nich.


Wczoraj wydarzyło się coś co, inni nazywają przypadkiem, zbiegiem okoliczności, dziwnym zrządzeniem losu.
Dla mnie stało się znakiem, realnym głosem, nadzwyczajnym dotknięciem....


I niby to popołudnie takie samo jak inne, obowiązki, dzieci, mąż, obiad na stole.
Jego pocałunek, na przywitanie, rozmowy o niczym, rutyna, jakby w ściany zakotwiczona i nawet telewizor, wciąż brzęczy to samo.
Może bardziej smutno, smętnie i melancholijnie, może mniej mnie w tym wszystkim, bo bez kawałka serca. Oczy bardziej przygasły, lecz z tym samym uśmiechem i niby tak samo, a jednak coś się stało.
 
Ot błahostka, drobiazg, bagatelka, w żółtej "sukience", pachnąca starością, dla mnie od niego, rzucona między słowa, wypowiedziane z niedbałością.
Takie niby nic, od tak przyniesione, bez celu, bez większej potrzeby, bo impuls, jakaś siła, choć nie wiadomo skąd się u niego zjawiła.
 A sprawiła, że fala gorąca me ciało spaliła, dreszcz gorący oblał me skronie i nawet teraz łzę ciepła ronię. 
Niby normalna sprawa, a wprawiło w osłupienie, bo nie wyobrażalne stało się istnieniem.
Coś nie do pojęcia, jakby Ktoś kogo dawno nie ma, stanął obok Ciebie i wziął Cię w objęcia.
I pewnie tylko sobie tak głupio tłumaczę, bo nadal za nią płacze, ale ...
Gdy książkę na stole położył, na tym gdzie co rano stawiam, czarnej kawy kubek, gdzie me dzieci zabawy wszelakie odgrywają, gdzie obiad ciepły z sercem podaje i gdzie wylewam żalę....
To słowa w niej zawarte wylały się jak zupa, co trącona łokciem przykuwa swą uwagę.
Gorące niczym lawa.
Lawiną myśli spłonęłam, gdy tylko ją otwarłam w miejscu gdzie sama chciała, tam gdzie palce odruchowo między strony brodzą. "Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą...."

I choć to mogę sobie wytłumaczyć, bo książka zużyta, często czytana, otworzyła swe łono, tam gdzie do serca często ją tulono. To małej karteczki co to na wstępie podstawiła mi nogę, już tak prosto tłumaczyć nie mogę. 
Skąd? Dlaczego? To wyroki boskie, co chcąc mi anielską okazać swą troskę?
Jej imię w podpisie, choć charakter inny, sprawiły, że prezent niewinny, stał się tak wielki i miły zarazem. 
Nawet nie dociekam, jak i co sprawiło, że ta książka i wszystko mi się przytrafiło.
 Teraz ja do serca, mocno ją przycisnę, choć anioły w niebie, to zgodnie z wskazówką "TU znajdę coś dla Siebie"
 

18 komentarzy:

  1. Czytałam z duszą na ramieniu...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale mnie zainspirowalaś. twój post czytałam jak uubioną książkę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, nie każdy lubi taki sposób pisania.

      Usuń
  3. Napisane w taki sposób, że trzeba czytać do końca

    OdpowiedzUsuń
  4. Podoba mi się, zaciekawiłaś mnie za dużo jaki będzie finał tej historii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To takie niewyjaśnione do końca zostanie ;), ale może kto wie.

      Usuń
  5. Poezja Twardowskiego choć tak piękna, wydawała mi się zawsze trudna. Ze szkoły średniej pamiętam wiersz "Mrówko, ważko, biedronko". Chyba tak to się nazywało...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak znam "...a życie nasze jednakowo, niespokojne i malutkie" . Nie jest to wbrew pozorom łatwe pisanie ;)

      Usuń
  6. Zapierający dech w piersi wpis, pełen emocji <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Odpowiedzi
    1. Ja również dziękuję ♥️♥️

      Usuń
  8. Eeeeej ale tu u ciebie poetycznie, emocjonalnie i wrażliwie :). Baaaardzo fajnie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Serioo ta książka wydaje się przekraczać pewne ramy. Chętnie wezmę ją w dłoń

    OdpowiedzUsuń
  10. Co za niesamowity tekst!:) https://le-royaume-de-anna-natalia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że poświęcasz swój cenny czas na napisanie tych kilku słów.
Dziękuję.

Obsługiwane przez usługę Blogger.