Jak zmienić wiele i nic.

22:36

Gdyby rok temu, ktoś powiedział mi, że będę pracować w redakcji portalu informacyjnego, zostanę dziennikarką i będę tu gdzie teraz #jestem, parsknęłabym śmiechem z lekkim przerażeniem.

Po 15 latach siedzenia w domu, nie byłam w stanie uwierzyć, że tak po prostu można. Sama myśl o wyjściu do ludzi paraliżowała, spłycał się oddech i wpadałam w panikę. Przecież nie mam doświadczenia, jestem za stara, nikt nawet nie da mi szansy, polegnę zaraz na rozmowie o pracę, nic nie potrafię a wszyscy inni są lepsi, fajniejsi, mądrzejsi.

Wiele aspektów strikte czysto technicznych wydawało mi się nie do przeskoczenia. Przecież przy trójce dzieci i ogromie moich obowiązków domowych, nie podołam fizycznie. Jak strategicznie pogodzę dojazdy do pracy z dowozem/odbiorem dzieci do i z placówek szkolnych. Co z leczeniem ( to temat na inny wpis) i wszystkim tym co przychodziło do mojej głowy, a były to miliony wątpliwości.

Brały się gdzieś z mojej głowy. Z środka duszy, która tak naprawdę chciała, a bała się i blokowała dopływ pozytywnych myśli. Wszystkie te teksty o wychodzeniu ze strefy komfortu, o pokonywaniu siebie
uważałam za stek bzdur. Ludzi którzy pisali, że można wszystko wystarczy chcieć, byłam w stanie udusić gołymi rękoma za głoszenie herezji. ( w sumie nadal mogę to robić)

I nagle zdarzyło się w moim życiu coś tak bolesnego, że powiedziałam sobie dość. Koniec! Nie będziesz się nad sobą użalać. HEHE i wcale nie przestałam, bo to tak nie działa. Dalej się nad sobą użalałam, ale miesiąc po śmierci mojej mamy pojechałam do Zalesia na warsztaty. Zaprosiła mnie na nie koleżanka blogowa, taki dobry anioł i właśnie tam zadziało się coś, co owocuje do dziś. (o warsztatach poczytacie tutaj)

Chociaż wtedy nie byłam przekonana, że to wylanie siebie coś mi da. I nadal się nad sobą użalałam. Jak to mam źle w życiu, że ciągle coś się dzieję i nie pozwala mi żyć tak jak chce. A przede wszystkim sama nie wiedziałam czego chce, ale mały impuls i te pozytywy, które tam odkryłam #JESTEM SILNA #JESTEM WAŻNA #JESTEM POTRZEBNA jakoś się zaszczepiły. Kilka miesięcy później otrzymałam telefon z propozycją kursu, na który kiedyś nigdy bym się nie zdecydowała i jakoś się potoczyło - efekt śnieżnej kuli zrobił swoje.

Nadal nie do końca wiem czego chce, nadal mam dni, że użalam się nad sobą, ale robiąc małe podsumowanie widzę, że bilans zdarzeń wychodzi na plus. Chociaż łatwo nie jest nie oszukujmy się. Nadal mierzę się z różnymi przeciwnościami, potykam się, podnoszę, uczę i popełniam masę głupich błędów, ale jestem z siebie dumna. Nie poddałam się i wreszcie idę do przodu.


Głupi perfekcjonizm daje mi nieźle w kość, bo nagle nie mam idealnie posprzątanego domu, poskładanych ubrań w szafie, upieczonego ciasta na niedzielę ( nad tym najbardziej ubolewam), a rolki po papierze toaletowym często walają się po podłodze w łazience, ale walczę i z tym. I wiecie co ? Całkiem mi się to podoba, bo codziennie zaskakuję czymś samą siebie.


"Nie ma takiego problemu, którego nie można rozwiązać, nie ma dróg bez wyjścia, tylko czasem trzeba się nagłowić jak do tego dojść, nie poddać się i dać sobie szanse."

foto:freepic.com

11 komentarzy:

  1. Brawo Mirka ♥️ jesteś wielka ♥️♥️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marta nie aż tak, tylko 164 w kapeluszu ;)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. po raz 100, mój aniołku - DZIĘKUJĘ!

      Usuń
  3. Poszłam do pracy po 11 latach i wiem teraz jedno: wszelkie przeszkody są prede wszystkim w naszych głowach, w głowach, ktore chcą nieosiągalnego perfekcjonizmu. Perfekcjonizm nie może być życiowym celem. Nie da się wszystkiego idealnie ze sobą pogodzić! I dopiero, kiedy to zrozumiałam, zaczęłam naprawdę normalnie żyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ola prawda, czasem trzeba po prostu sobie odpuścić, a w tedy odpowiednie drzwi same się otwierają.

      Usuń
  4. Ciesze się kochana,ze zaczęłaś prace :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mimo, ze czasem marudzę też się cieszę ;)

      Usuń
  5. Jestem c Ciebie ogromnie dumna! Mimo wszystko dajesz radę, jesteś silna i wspaniała <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Te 15 lat siedzenia w domu... to liczysz jeszcze dzieciństwo? ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. W pewnym sensie znam te uczucia, które Tobą niegdyś targały. Nie spodziewałam się że kiedy zmienię pracę zleceniową na etat, to wszystko aż tak się pozmieniać. Jest lepiej serio��

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że poświęcasz swój cenny czas na napisanie tych kilku słów.
Dziękuję.

Obsługiwane przez usługę Blogger.